• Wpisów:411
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 23:00
  • Licznik odwiedzin:17 961 / 1383 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



nocami jest najgorzej.
nocami wszystko wraca.
  • awatar outsider19: Dokładnie , noce to czadk kiedy stajemy się bezbronni jak malutkie dziecko , kiedy wszystko czujemy dwa razy mocniej kiedy ból jest dwa razy silniejszy
  • awatar Hachie: No niestety. Zapraszam do mnie!
  • awatar Gość: Albo nie goń, jesli to cos dobrego ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Przez lata siedziała cicho. Ukrywała siniaki, ukrywała zły, ukrywała rany w sercu. Gdy znów podniósł na nią rękę, coś w niej pękło. Już nie mogła wytrzymać. W nocy wyciągnęła największy nóż kuchenny. Stała w skupieniu nad jego spokojną, śpiącą twarzą. Patrzyła i czekała. Gdy otworzył oczy i ją ujrzał, przeażony nie mógł się ruszyć. Uśmiechnęła się widząc to. Przyłożyła mu chłodny metal do szyi i szepnęła:
<< Zło za zło. Koszmar za koszmar. Jesteś złem. Jestem koszmarem.>>

 

 
Żył sobie pewien człowiek, nie kochał, nie współczuł, nie przebaczał, nie prosił o przebaczenie, nie prosił o miłosierdzie i miłosierdzia nie dawał.
Kiedy umarł stanął twarzą w twarz z Nieogarnialną Miłością i Miłosierdziem - JEZUSEM. Jezus spojrzał na niego z miłością i wyciągając do niego ramiona, rzekł: podejdź, wszystko ci wybaczam, wszystko ci daruję, chcę spędzić z tobą wieczność.

Człowiek jednak poczuł się bardzo nieswojo, nigdy nie kochał i nie przebaczał, nie był przyzwyczajony do takiego zachowania, nie bardzo wiedział co zrobić, jak zareagować... i odwrócił się od JEZUSA i odszedł, w wieczną i jałową pustkę egoizmu.

To jest piekło- odrzucenie miłości.

//Jezus jest tu tylko metaforą.
 

 
Obudziwszy się wstała, a mąż powiedział do niej ze łzami:

- Zamknęliśmy trumnę, tak musiało się stać.

- Gdy Bóg jest dla mnie okrutny, jakże mogą ludzie być lepsi! - zawołała szlochając i płacząc.


 

 
Pewien żebrak od ponad trzydziestu lat siedział przy drodze. Aż tu któregoś dnia nadszedł jakiś nieznajomy. „Ma pan trochę drobnych?” – wymamrotał żebrak, machinalnie wyciągając rękę, w której trzymał starą czapkę do baseballu. „Nie mam niczego, co mógłbym ci dać” – odparł przechodzień, a po chwili spytał: „Ale na czym ty właściwie siedzisz?”. „Och, to tylko stara skrzynka” – odpowiedział żebrak. „Siedzę na niej, odkąd pamiętam”. „A zajrzałeś kiedyś do środka?” – zapytał nieznajomy. „Nie” – odrzekł żebrak. „Po co miałbym zaglądać? Tam nic nie ma”. „Może jednak zajrzyj” – powiedział przechodzień. Żebrak zdołał podważyć wieko. Ze zdumieniem, niedowierzaniem i uniesieniem stwierdził, że skrzynka jest pełna złota…
 

 
Odkąd sięgam pamięcią byłam bita. Nigdy nie za często, ale się jednak przytrafiało. Bił mnie tym, co wpadło mu w ręce. Ja zapłakana, błagałam żeby przestał, ale mój ból i moje łzy go nie wzruszały. Chcę mu to wybaczyć, ale czy będę na tyle silna, żeby mu powiedzieć, że pomimo tego co mi robił i robi zawsze będzie moim ojcem i że zawsze go będę kochać?
To miał być piękna Niedziela, ale wystarczyła sprzeczka z bratem i zamieniła się w koszmar. Pokłóciłam się z nim o pilota od telewizora. Padło za wiele złych słów i zaczęliśmy się bić. Mama zaczęła się na nas wydzierać żebyśmy przestali, ale do mnie nic nie docierało, za bardzo chciałam pobić brata. Nie wiem skąd nagle wziął się mój ojciec, ale wystarczyło jedno uderzenie pasem we mnie i w brata, żeby przerwać bójkę. Zacisnęłam zęby z bólu, aby mu nie pokazać, że bolało. Szybko pobiegłam na górę, do swojego pokoju. Mój brat zrobił to samo, ale to mnie nie obroniło przed kolejnymi uderzeniami pasa. Bił mnie po plecach i nogach. Z całych sił próbowałam pokazać, że się nie poddam. Nie wydam oznaki bólu. Nie wytrzymałam. Zaszlochałam. Jeszcze dwa uderzenia i poszedł zbić mojego brata. Nie minęło nawet kilka sekund a on już błagał, żeby go już nie bił. Nie wiem co bardziej mnie zraniło, uderzenia ojca czy przerażony i błagalny ton brata mieszający się z łkaniem. Obwiniałam się, że przeze mnie mu się dostało. Obiecałam sobie, że nigdy już nie usłyszę jak będzie błagał o litość. Ze zbiegiem lat nauczyłam się radzić z moją patologią. Zaczęłam sie okaleczać na rękach. Był to mój sposób na panowanie nad tymi wszystkimi rzeczami, które mnie przerastały i nie potrafiłam sobie z nimi poradzić. Czułam, że mój stan psychiczny się pogarsza. Nie było dnia, w którym nie myślałabym o samobójstwie. Każdego wieczoru płakałam, chciałam jakoś wylać z siebie te setki emocji, których już moje ciało nie jest w stanie pomieścić. Do szkoły zakładałam bluzki z długimi rękawkami, aby ukryć moje problemy, aby móc robić wrażenie naprawdę szczęśliwej, choć dla mnie szczęście nie istnieje. Tato... Dlaczego nie dasz mi się pokochać? Wybaczę ci wszystko, ale czy zdążę ci to powiedzieć? Zdążę ci powiedziec jak bardzo cię kocham? Kiedy dotarło do mnie to, że mogę mu tego nigdy nie powiedzieć, postanowiłam walczyć o swoje życie, o życie które będzie naprawdę szczęśliwe. Musiałam jakoś zwrócić jego uwagę. Kłótnia z bratem. To było to. Kłótnia przerodziła się w bójkę. Ojciec jakby wyczuwał co się szykuje, poszedł po pas, rozdzielił nas natychmiastowo. Zaczął mnie okładać, ja zginałam się z bólu, ale walczyłam to by nie polec, nie ugiąć się i nie powiedzieć dość, chciałam to wytrzymać. Jak by nigdy nic, pas przestał mnie ranić, tylko kaleczył brata. Zaczął krzyczeć, prosić. Nie wytrzymałam już dłużej wykrzyczałam wszystkie słowa, które towarzyszyły mi przez całe życie:
- Choćbym nie wiem jak byś mnie bił i jak bardzo mnie nie nawiedził, ja i tak będę cię kochać, bo tylko miłością mogę ci wybaczać każde uderzenie, którym mnie potraktowałeś. I nie wiem jak bardzo byś chciał to zmienić, ale jesteś moim tatą! Czemu nie możesz mnie pokochać?!
Nie wiem czy te słowa przemówiły do niego, ale przestał bić mojego brata. Zobaczyłam innego człowieka. Zagubionego, upokorzonego, słabego. Dopiero teraz to dostrzegłam. Padł na kolana i zaszlochał głośno żałując tego wszystkiego co zrobił. Podeszłam do niego i powiedziałam:
-Tato pokochaj mnie, bo oboje tego potrzebujemy...


[http://www.quku.org/tato_pokochaj_mnie...,81102.html]
 

 
Po śmierci pewien człowiek stanął przed Bogiem. Z wielką dumą wyciągnął przed nim swoje ręce i powiedział:

«Panie, zobacz, jak czyste są moje ręce!».

Pan Bóg uśmiechnął się do niego i z cieniem smutku powiedział: «Tak, to prawda, ale są również puste».
 

 
-Nie lubię śmierci.
-Co ty pierdolisz!? Umarłeś kiedyś, że się tak wymądrzasz?
 

 


Hope is the thing with feathers
That perches in the soul
And sings the tune without words
And never stops at all
 

 
Hejka, pamiętasz mnie?
Nie?
Ou... ja cię pamiętam. I to bardzo dobrze.
A pamiętasz tą dziewczynę z bandażami na rękach?
Pamiętasz?
Tak, to ta, z której się śmiałeś.
Mówiłeś, że jest chora psychiczna i głupia.
Śmiałeś się, że robi to dla szpanu.
A pamiętasz tego chłopaka, który się nią zainteresował?
Tak, wyzywałeś go od wariatów i debili.
Mówiłeś, że jest masochistą.
Teraz spójrz na mnie i przypomnij sobie tamtą dziewczynę.
BRAWO!
To ja.
Zmieniłam się, co? A wiesz czemu?
Bo jestem szczęśliwa.
Bo ten debil mi pomógł.
O... widzę, że się mną interesujesz.
Sorry, ale jak potrzebowałam pomocy to się śmiałeś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tata jej nie brał na ręce by nosić,
nie dawał jej o co ta zwykła prosić,
gdy stawał w drzwiach,i zamierał jej głosik,
zbierała wszystko co z pracy przynosił,
nie słuchał jej gdy mówiła, że boli,
nie ważne, że córka, ważne, że stoi,
wmawiała sobie, że tak właśnie woli,
mokra od bluzgów i męskich ustroi,
Rano nie powie nic mamie, bo po co,
mama dobrze wie co dzieje się nocą,
mama nie słyszy,
mama nie powie, nie czuje,
tata tym kieruje - hajsem i przemocą.

Kiedy wstanie rano znowu będzie pięknie,
kiedy tatuś wróci znowu mała klękniesz,
kiedy tatuś skończy znowu będziesz sama,
nikt Ci nie pomoże, taki ludzki dramat.

[ref]
Ty czułeś ten ból, słyszałeś ten krzyk,
w ustach miałeś smak, smak potu i krwi,
lepiej oglądać wszystko zza zamkniętych drzwi,
a Ty - nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi,
nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi.

Nie dzwonią do niej by spytać jak leci,
nie chcą jej kochać, nie chcą mieć z nią dzieci,
takie jak ona traktują jak śmieci,
niech nic nie gada, ma tylko podniecić,
cały świat szepcze coś za jej plecami,
ta od zawsze dziwna, od małej ją znali,
czasem mijali się z jej rodzicami,
tak jak z głuchymi jękami nocami,
niech sam Pan Bóg ma tę kurwę w opiece,
ojciec musiał uciec, wstyd było usiedzieć,
szmata się puszcza, nie da byle koledze,
sami nic nie wiedzą, bo nie muszą wiedzieć.

Kiedy wstanie rano, znowu zliczy pęgę,
kiedy klient przyjdzie, znowu chętnie klęknie,
kiedy klient skończy, ona się wzbogaci,
tatuś był potworem, ten przynajmniej płaci,
[ref]
Ty czułeś ten ból, usłyszałeś ten krzyk,
w ustach miałeś smak, smak potu i krwi,
lepiej oglądać wszystko zza zamkniętych drzwi,
a Ty - nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi
nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi

Ty czułeś ten ból, usłyszałeś ten krzyk,
w ustach miałeś smak, smak potu i krwi,
lepiej oglądać wszystko zza zamkniętych drzwi,
a Ty - nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi
nie mów mi (że nie wiedziałeś...), nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi, nie mów mi